Nadajnik UKF NZS UMK

W czasie strajku Niezależnego Zrzeszenia Studentów Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Dworze Artusa przy Rynku Starego Miasta w Toruniu od 29 do 31 maja 1989 r. działał nadajnik radiowy na zakres UKF, który skonstruowałem w lecie 1988 r.

Nadajnik został zestrojony przeze mnie w wakacje przy pomocy urządzeń udostępnionych przez Eugeniusza Pazderskiego (weterana tajnej radiofonii i telewizji "Solidarności"). Znaliśmy się już od kilku lat z Katedry Radioastonomii UMK, gdzie bywałem jeszcze przed studiami, potem jako student, na zajęciach, a później, już po czasach komunistycznych, pisząc pracę magisterską. Gienek był i nadal jest magikiem od odbiorników mikrofalowych, które na oko są bardziej podobne do splotu rur w łazience niż do radia. W tamtym czasie, po wpadce w 1985 r., już nie zajmował się konstruowaniem nadajników dla toruńskiego podziemia, ale konstruował urządzenia dla innych regionów. Nadal się narażał, nie tylko na aresztowanie, ale również na silne pole elektormagnetyczne, bo nie wszystkie manipulacje daje się zrobić przy zamkniętej obudowie. Specjalistyczne wyposażenie katedry pomagało w budowaniu i strojeniu nadajników. Ja również skorzystałem z tego wyposażenia. Bardzo solidne, frezowane przez Gienka w aluminium pudełko, dawało stabilną konstrukcję. Miernik mocy pozwolił zestroić nadajnik znacząco lepiej niż na oko. Miernikiem umiałem się już posługiwać, więc Gienek dał mi tylko kilka wskazówek i dalej radziłem sobie sam. Miałem tylko uważać żeby nie wejść jakąś harmoniczną na pasma telewizyjne, bo wtedy mógł zacząć coś podejrzewać profesor, dyrektor katedry, który wtedy mieszkał w obserwatorium. A może i tak podejrzewał, tylko nie dawał po sobie poznać? W każdym razie nie nawiązałem z nim takich kontaktów jak Gienkiem, mimo że spędziłem wiele godzin na słuchaniu jego wspomnień, które były bardzo ciekawe.

Nadajnik ma naprostszą możliwą konstrukcję: składa się z jednego tranzystora małej częstotliwości BC 211 (EP twierdzi, że raczej był to BFW-16, ja jednak jestem przekonany, że był to BC 211). Większość katalogów określała jego maksymalną moc na 0,8 W, ale w jednym przeczytałem, że może to być nawet 3,5 W (w załączonym opisie jest mowa nawet 0 4,25 W, oczywiście rpzy idealnym chłodzeniu). Nie pamiętam ile mocy doprowadzałem w praktyce do generatora, chyba ok. 1 W, może więcej. W jednej z komór aluminiowego pudełka, które dostałem od EP umieściłem też przetwornicę do sterowania diodami pojemnościowymi i inne układy pomocnicze. Strojenie i modulacja odbywały się przy pomocy diod pojemnościowych.

Zbudowany nadajnik po wakacjach przeniosłem do akademika (już nie pamiętam czy ten trefny towar zabierałem w międzyczasie do rodziców). Zaraz pochwaliłem się przewodniczącemu NZS-u, z którym mieszkałem w jednym pokoju, a w nocy zabraliśmy się za testowanie. Ponieważ mieszkaliśmy na parterze, wystarczyło włączyć nadajnik, podłączyć sygnał testowy, wyjść przez okno i chodzić po Bielanach. Rezultaty były zachęcające, ale chwilowo nie mieliśmy pomysłu na wykorzystanie nadajnika, bo stałe nadawanie z naszego pokoju byłoby przesadą, nawet jak na ówczesne stosunki późnego, walącego się komunizmu.

Okazja zdarzyła się kiedy z powodu kolejnej odmowy rejestracji NZS-u w maju 1989 r. zrobiliśmy nasz pierwszy strajk okupacyjny w salach wykładowych UMK, w Dworze Artusa przy Starym Rynku (poprzedni, w maju 1988 r. odbywał się w akademikach). W przeddzień strajku powiadomiliśmy władze rektorskie, że mamy takie zamiary, chyba nawet spotkaliśmy się z nimi w rektoracie. Wieczorem wybraliśmy się po powielacz zamelinowany na Wrzosach. Podwiózł go nam swoim fiatem 125 dr Jerzy Wieczorek, wtedy przewodniczący "Solidarności" UMK, później prezydent Torunia. Pamiętam z jaką ulgą oddawał nam powielacz gospodarz domku, w którym był ukrywany. Potem zabraliśmy powielacz do akademika i tam do rana męczyliśmy się z... jego prawidłowym zmontowaniem. Rano został zawieziony przez Macieja Karwowskiego do budynku na tyłach kościoła oo. jezuitów przy rynku. Jezuici od dawna deklarowali chęć pomocy i zgodzili się na pracę powielacza u nich. Maciej przewiózł go volkswagenem golfem rodziców, zresztą obojga działaczy podziemnej "Solidarności".

W czasie strajku nadajnik z prostą anteną dipolową ćwierćfalową był umieszczony w oknie sali wykładowej od strony rynku. Nie byliśmy przygotowani do zawieszenia go wyżej - a można było to łatwo zrobić, bo Dwór Artusa był akurat obłożony rusztowaniami, które użyliśmy do wieszania transparentów i ulotek. Wejście foniczne sterowane było z radia Maria R-801 używanego jako wzmacniacz akustyczny.

Audycje były nadawane od rana do wieczora, w ciągu dnia również przez megafon. Przez trzy dni strajku prowadzeniem audycji zajmowały się kolejno trzy ekipy. Chyba pierwszego dnia była to ekipa własna NZS, w tym Piotr Gadzinowski (obecnie dziennikarz telewizyjny), który miał doświadczenia z radia (radiowęzła) studenckiego, nie pamiętam kto jeszcze. W kolejne dni program prowadzili ludzie ze studenckiego Radia Centrum i Radia Bielany. Podobno któregoś dnia radio studenckie odbierało audycje na osiedlu Centrum i retransmitowało do wszystkich akademików, również tych na Bielanach (między studiami jest połączenie kablowe). W ten sposób nasz zasięg wzrósł do wielu kilometrów.

Testy odbioru prowadziłem m.in. z Bulwaru Filadelfijskiego jako pasażer Macieja Karwowskiego. Testy robił też Wacław Kuropatwa. Zasięg wynosił ok. kilometra, a więc można się było spodziewać odbioru w sporej części Starego Miasta. Byłem zaskoczony i wzruszony kiedy małżeństwo w starszym wieku przyszło podziękować za audycje. Wieczorem drugiego dnia spalił się obciążany przeze mnie bezlitośnie tranzystor. Poszedłem do Instytutu Fizyki po nowe i dostałem kilka BC 211 od dr. Wieczorka. Niestety po wymianie tranzystora nie udało się ponownie dobrze zestroić nadajnika bez specjalistycznych urządzeń i zmienił się zakres przestrajania. Nadawaliśmy jednak nadal, tylko na innej częstotliwości (wydaje mi się, że początkowo nadawaliśmy w wyższej części pasma, a po awarii w niższej). O wolne częstotliwości nie było wtedy trudno w niemal pustym UKF-ie. Na tablicy koło nadajnika napisałem kredą "nie podchodzić, grozi sterylizacją", dzięki czemu miałem dużo miejsca na rozłożenie karimaty i śpiwora w zatłoczonej sali.

Nadajnik mam do dzisiaj, chociaż niesprawny, bo uległ uszkodzeniu przy próbie przeróbki na tranzystor o większej mocy, a potem zarzuciłem te prace. Ostatnio (w 2007 r.) odtworzyłem generator z BC 211, więc cały nadajnik wygląda podobnie jak kiedyś, tylko nie jest zestrojony.

Rafał Maszkowski

Pisane: XI 2003 dla WP; II 2007 dla JH; III 2007 dla JH, do WWW; 26 III 2007 BFW-16 - EP; 14 IV 2007; 8 XI 2007 do książki, 9 I 2008 wydłużony do książki; 15 II 2008 dane elementów, małe zmiany tekstu

Dane techniczne:

  • generator: Colpitsa o mocy doprowadzonej ok. 2 W (nie pamiętam czy bliżej jednego wata czy trzech), moc promieniowaną szacuję na 0,25 W
  • strojenie i modulacja: podwójna dioda pojemnościowa połączona równolegle, generator przestrajany płynnie w znacznej części pasma 67-73 MHz
  • preemfaza akustyczna: 50 µs
  • Schemat (PDF), schemat (EESchema), definicje części, których nie było w eeschema (EESchema-LIBRARY), lista części.

    Dane elementów: BC 211, strony z katalogu CEMI zawierające m.in. BC 211, UL 1520 - przetwornica do zasilania varicapów.


    Kontakt: Rafał Maszkowski <rzm@icm.edu.pl>, http://nzs88.icm.edu.pl/

     

     

     

    Widok od strony przetwornicy z UL 1520:

    Widok od strony generatora. W przegródce z lewej kondensatory układu preemfazy akustycznej: